Huink - Junsu Choi

 :: START :: Podania

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Huink - Junsu Choi

Pisanie by Huink on Pon Maj 14, 2012 1:56 pm

Imię:
Może i ładne, ale dla bezpieczeństwa widnieje tylko na papierach. Po co wszyscy naokoło mają je znać? Jeszcze będą opowiadać te stare historyjki „kiedy ja byłem młody, również znałem takiego jednego o imieniu Junsu”. Tak, tak, wydało się, ma na imię Junsu i co z tego? Ta pojedyncza informacja i tak do niczego wam się nie przyda. Większość ludzi i tak uważa, że chłopak nazywa się Huink.
Nazwisko:
Równie piękne i często używane jak imię. Cóż poradzić, ze chłopak skryty jest i nie przepada za ujawnianiem prawdziwych danych? Po za tym jest takie pospolite wśród Koreańczyków. Chyba każdy miał przynajmniej raz okazję usłyszeć o jakimś Choim, nieprawdaż? Zapewne przed tymi katastroficznymi wydarzeniami był to ktoś z jego rodziny, ale to już inna sprawa.
Rodzina:
Był i tatuś i mamusia i młodszy brat, a nawet i pies. Jednak po wydarzeniu, które miało miejsce kilkanaście lat temu, wszyscy – przynajmniej chłopak tak sądzi – zginęli. Zostawili, jednak po sobie konto w banku, na którym jest dość duża kwota.
Pochodzenie:
Obecnie mieszka na Jeju i jest mu tam dobrze. Miał trochę czasu, żeby poznać tamtejszych ludzi i miejsca, do których niekoniecznie powinien się zapuszczać.

Wiek: Chłopaczek wygląda na góra dziewiętnaście lat, a ma niemalże siedemdziesiąt siedem. Dużo i owszem, ale kogo to obchodzi? W papierach widnieje siedemnaście, więc jak ktoś się pyta o wiek to poznaje ten, który może znać każdy, czyli siedemnaście…
Wzrost: Powiem tak, na pewno można go dostrzec w tłumie ludzi, gdyż kto nie zauważyłby chłopaka mierzącego 190 centymetrów?
Waga: Patyczakiem to on nie jest, waży 80 kilogramów.

Wybrana Profesja:
Zaklinacz Bestii profesja idealna dla niego. Zawsze bardzo lubił zwierzęta, a przez te kilka lat na Jeju jeszcze bardziej się do nich zbliżył. Zresztą, kto by nie chciał umieć kontrolować zwierząt i bestii? Jak dobrze, że Huink jest ambitny, trening trochę potrwa…
Mocne Strony:
~Zadziwiająca intuicja, która to zawsze odzywa się, kiedy tylko chłopak wpada w tarapaty. Szkoda tylko, że chłopak nie zawsze się jej słucha…
~Opanowanie i cierpliwość, kolejne mocne strony, które to często pomagają mu w ukrywaniu swojej „inności” przed innymi.
~Orientacja w terenie, dzięki której Huink ma mniejsze trudności z odnalezieniem odpowiedniej drogi powrotnej chodźmy z lasu, w którym często przebywa. Przydatna umiejętność jak się zwiedza zakątki wysp.
~Ironia, czyli coś czym potraktuje cię chłopak, kiedy zaczniesz go delikatnie mówiąc wkurzać. Lepsze potyczki słowne od tych głupiutkich bójek.
~Zawziętość i determinacja, jeśli postawi sobie jakiś cel, dąży do niego „po trupach”. Huink jest eksperymentem, dla niego wszystko jest możliwe.
~Pamięć fotograficzna, która umożliwia mu zapamiętywanie wszystkiego od słów, fragmentów tekstów, do wyglądu i scen z przeszłości.

Słabe Strony:
~Jak chyba każdy eksperyment nie cierpi, gdy ktoś go dotyka. Jeśli zrobi to kto chodźmy przez przypadek, Huink odsuwa się i bez słowa odchodzi, jeśli ktoś jest natarczywy może nawet oberwać…
~Okazywanie uczuć, chłopaczek bardzo boi się, że jeśli pokarze komuś co tak naprawdę czuje ten ktoś go zdradzi…
~Wspomnienia, czyli coś co sprawia mu niesamowity ból. Wie, że jeśli chce się odciąć od tamtego okresu swojego życia musi pogodzić się z wspomnieniami, ale nie potrafi…

Umiejętności:
~Walka białą bronią, szczególnie różnymi rodzajami mieczy. Kiedy był jeszcze małym chłopcem ćwiczył się w fechtunku, nigdy nie sądził, ze ta wiedza mu się do czegoś przyda.
~Tworzenie miksturek i wszelakich maści, które to chłopak często bierze ze sobą na różne wycieczki. Nigdy nie wiadomo co może go spotkać w lesie. Od niedawna, bo od zaledwie pięciu lat interesuje się alchemią i wyrobem różnych, groźnych dla przeciwnika substancji.
~Bezszelestne chodzenie, które zaliczyć można do skradania się. Komu jak komu, ale jemu ów umiejętność potrzebna jest bardzo, bo co biedaczysko może robić przez całe noce, jak książki już przeczytał, rysować mu się nie chcę?
+ Moc Eksperymentu: kontrolowanie światła, skupianie go w jednym miejscu, oślepianie, a także tworzenie niewielkich kul energii świetlnej.


Wygląd:
Pierwsze na co zwracasz uwagę patrząc na niego? Wzrost, no bo nietrudno zauważyć chłopaka mierzącego prawie dwa metry. Nic dziwnego, że prawie zawsze niższe nauczycielki prosiły go o pomoc przy zdejmowaniu kwiatów, plansz i innych potrzebnych lub niekoniecznie rzeczy. Ze schowaniem też ma mały problem, no bo gdzie może ukryć się w szkole? Zasłonić się drzwiczkami od szafki nie może, wejść do szafki tym bardziej i co mu pozostaje schować się za kimś wyższym? Dobre sobie, trudno jest znaleźć kogoś o podobnym wzroście co Huink.
Kolejnym elementem przyciągającym wzrok są włosy chłopaka. Nieco dłuższe, w kolorze bardzo jasno niebieskim, rzec można wymieszanie ze sobą błękitu i białego. Ten niezwykły kolor włosów pojawił się po kilku spotkaniach z "bardzo miłymi" naukowcami. Kiedyś, jeszcze przed tymi wydarzeniami, Junsu miał krótkie, czarne włosy.
Dalej są jego duże, ciekawskie oczy. Tęczówki mają barwę ciemnego brązu, które pod wpływem świeżego powietrza i dobrego humoru jaśnieją. Jeśli ktoś jest dobrym obserwatorem może wyczytać z oczu Junsu emocje jakie nim targają. Chłopak stara się to ukryć, jednak nie jest to wcale takie proste, więc kupił sobie ładne, stylowe okulary przeciwsłoneczne, które nosi ze sobą cały czas.
Rysy twarzy chłopaka są delikatne, jednak nikt jeszcze nie pomylił go z dziewczyną. Cerę, chłopak odziedziczył po matce, która była Europejką. Nic więc dziwnego, że chłopak jest niemalże biały. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby przez to jego blizny nie były – jego zdaniem – bardziej widoczne. Co do blizn ma ich i to dużo, najwięcej jest ich na plecach i brzuchu. Jedna, niewielka uchowała się na prawy policzku Huinka.
Ząbki też ma nawet ładne, śnieżnobiałe. Z małą pomocą dentysty wszystko da się zrobić.
Junsu jak prawie każdy przywykł do noszenia pewnych rzeczy i nigdy się z nimi nie rozstawania. Pierwszym takim przedmiotem jest pierścień z białym kamieniem – jest to pamiątka rodzinna, która jeśli dobrze słuchał przechodzi z ojca na syna. Dalej są to słuchawki podłączone do telefonu, aby w każdej chwili mógł posłuchać ulubionych kawałków i nieco się od stresować. Ostatnim, a zarazem najważniejszym przedmiotem jest nieduży sztylet, przymocowany do lewej nogi chłopaka. Nigdy przecież nie wiadomo kto i kiedy zechce go zaatakować.
Trzeba jeszcze wspomnieć o czymś ważnym, a mianowicie o zmianie wygląda podczas korzystania z mocy. Kiedy Huink użyje z mocy widać na całym jego ciele niebieskie żyły. Dodatkowo na klatce piersiowej, po lewej stronie widnieje czerwony znak, którego Choi nie potrafi rozgryźć. Domyśla się, że jest to jakaś runa, która oznacza coś ważnego tylko co? Podczas ataków światłem jego włosy wydłużają się i stają się białe. Chłopak wygląda tak podczas i kilka minut po użyciu mocy, dlatego też korzysta z niej naprawdę w ostateczności.

Charakter:
Charakter chłopaka trudno jest opis w kilku słowach, gdyż wydarzenia, które miały miejsce kilkanaście lat temu miały duży wpływ na kształtowanie się zachowania i upodobań młodego Choi. Na pierwszy rzut oka wydawać się można, że Huink jest typem wesołka. Zawsze sypie żartami, podtrzymuję rozmowy i jeśli coś się dzieje on tam jest. Tak widzą go nic nieznaczący dla niego mieszkańcy miast, czy też uczniowie. Chłopak nigdy nie miał problemów z udawaniem, w przeszłości zdradzały go oczy, ale i z tym sobie poradził. Junsu dawno już stwierdził, że niepotrzebnie jest pokazywać prawdziwego siebie, bo jeśli tylko w jakiś sposób będziesz przekraczał normę, ludzie to zauważą i nie będą już tak przychylni. Taka jest natura człowieka – nie raz tak właśnie próbował wyjaśnić sobie postępowanie ludzi. Jeszcze przed tą katastrofą zawiódł się na kimś bliskim i od tamtego czasu stał się bardzo nieufny. Uśmiechnie się do ciebie i zagada, ale nie będzie w tym nic prawdziwego, najwyraźniej jesteś mu do czegoś potrzebna. I owszem, Choi od niedawna zaczął wyznawać zasadę, że nic nie ma za darmo i, że jeśli zna się odpowiednich ludzi można osiągnąć naprawdę dużo. Ochoczo stosuję się do tych dwóch zasad, dlatego też często można w jego towarzystwie spotkać córkę Alchemika, syna Technika bądź też kogoś kto na koncie ma dość pokaźną kwotę pieniężną.
Chłopak tak naprawdę w ten sposób broni się przed otaczającym go światem. On bardzo łaknie miłości i prawdziwej przyjaźni. Niekiedy obserwuje szczęśliwe rodziny i myśli co by też było gdyby jego rodzice i brat żyli. Junsu starannie ukrywa fakt, że czuje się samotny i zraniony. Hiunk boi się, że jeśli zbliży się do kogoś bardziej, ta osoba go zdradzi i może nawet wyda naukowcom, a ci zaczną od nowa…
W chwilach wolnych chłopak dużo czasu spędza rysując i słuchając muzyki. Właśnie w takich chwilach czuje się wolny i szczęśliwy. Huink posiada prawdziwy talent rysunkowy, który dostrzegł jeszcze przed katastrofą. Uczęszczał na prywatne lekcje, w domu miał zakupione wszystkie niezbędne przybory. Brat po mimo młodego wieku śmiał się z niego. Nie ma to jak wsparcie.
Huink jest bardzo kochanym chłopcem, który się pogubił. Tylko w towarzystwie osób naprawdę zaufanych potrafi śmiać się i żartować tak jak kiedyś. Po mimo lat tylko kilka cech pozostało niezmienionych. Dwie z nich to wytrwałość i chęć doskonalenia swoich umiejętności. Właśnie dlatego wyspę, którą wybrał tuż przed rozpoczęciem szkolenia była Jeju.
Każdy ma jakieś słabe punkty, czy to strach przed pająkami, czy też ostrymi narzędziami. Junsu również posiada coś takiego, spowodowane jest to jego „odwiedzinami” w laboratorium. Dotyk jest właśnie czymś takim. Chłopak nie pozwala się dotknąć nikomu, jeśli już ktoś dotknie go choćby palcem może już być pewny, że chłopak odsunie się, warknie na niego i do końca życia zapamięta to. Myślicie, że zapomni? Chcielibyście, chłopak posiada tak zwaną fotograficzną pamięć, więc raz zobaczywszy będzie mógł odtworzyć sobie obraz winowajcy w głowie.

Historia:
Nasze życie doceniamy dopiero, kiedy stanie się coś nieoczekiwanego, niekorzystnego dla nas samych.
Junsu wiódł normalne życie, jak każdy w jego wieku. Wraz z przyjaciółmi wspólnie się uczył, bawił i śmiał. Czego też można więcej chcieć? Życie miał rzec można sielankowe, jednak to szczęście wiecznie trwać nie mogło. Los zawsze kieruje nas na ścieżki, którymi nie zawsze chcielibyśmy iść. Tylko czy i tym razem po bólu i strachu przyjdzie szczęście i spokój?

***
Korytarz szkolny, niby niczym nie różni się od milionów innych korytarzy. Jednak to właśnie na nim przebywał późniejszy obiekt eksperymentu naukowców.
Przed jedną z klas stali trzej chłopcy i jedna dziewczyna, ubrani w mundurki szkolne i zaśmiewali się z czegoś.
- Junsu, czy ty chociaż przez chwilę nie możesz być poważny? – spytała dziewczyna słysząc kolejny żart przyjaciela. Była niską brunetką o dużych niebieskich oczach.
- Yuri, ale ja jestem przecież bardzo poważny, co nie chłopaki? – odparł zapytany. Spojrzał na dwójkę pozostałych chłopaków z nadzieją, że mu przytakną, jednak ci słysząc jego wypowiedź ponownie wybuchnęli śmiechem.
- Jun, nie złość się, ale równie dobrze można by powiedzieć, że Hyesung potrafi śpiewać – powiedział blondyn wpatrując się z obawą na ciemnowłosego przyjaciela, który stał metr od niego. I nie, nie chcesz tego sprawdzać – dodał widząc, że Choi chce coś dodać. Chłopak popełnił jeden ogromny błąd, przestał patrzeć na Hyesunga, który postanowił pokazać co też sądzi o wcześniej wypowiedzianym zdaniu. Zaskoczony blondyn po odebraniu uderzenia, zachwiał się i próbował złapać się najbliższej osoby, którą był Junsu. Jak temu pierwszemu udało się złapać równowagę, tak ten drugi upadł jak długi na podłogę.
- Nigdy więcej się mnie nie łap Siwon! – warknął poszkodowany i z pomocą Yuri wstał. Po chwili jednak wybuchł śmiechem, nigdy nie potrafił wściekać się dłużej ani na Siwona, ani na Hyesunga. Nic się takiego przecież nie stało, a za te siniaki na tyłku, przyjaciel i tak zapłaci na lekcjach wychowania fizycznego. Sam zainteresowany widząc niebezpieczne iskierki w oczach kumpla schował się za Yuri.
- Junsu, pamiętaj kobiet się nie bije – powiedział i skulił się za dziewczyną. Chłopcy rzucili sobie rozbawione spojrzenia i obaj ruszyli w stronę blondyna. Unieruchomili go i odsunęli dziewczynę. Brunetka starała się załagodzić sprawę i wytłumaczyć, że oddanie mu to nie jest odpowiednia kara, jednak ci jej nie słuchali. W ich głowach zrodził się plan, który miał na celu przestraszanie ich kolegi jednocześnie rozbawiając koleżankę.
- Masz rację, ale to nie ja wymierzę ci karę – odparł spokojnie, spoglądając w oczy Siwona. Im większy widział w nich strach tym bardziej nie mógł powstrzymać się od śmiechu. Zepsujesz plan, skup się powtarzał w myślach.
- Mówisz, że nie potrafię śpiewać? – spytał wpatrując się w jeszcze bardziej skulonego blondyna. Wyglądał tak niewinnie i słodko. Nic dziwnego, że podobał się dziewczynom, a to że jego ojciec posiadał sieć sklepów nawet w Europie, tylko pomagało mu w zdobyciu kilku dodatkowych punktów u koleżanek.
- Ja naprawdę przepraszam, ja-a ci zazdrościłem talentu – wyjąknął. Widząc, że Choi zwalnia uścisk, wyrwał się i zaczął uciekać. Zatrzymała go niespodziewanie nauczycielka Biologii z zapytaniem, czy zaczął pisać esej. Chcąc, czy nie chcąc chłopak odpowiedział na pytania tracąc przy okazji szansę na ucieczkę.
- Czas na karę – odparł Hyesung. Choi szeptał do ucha Yuri ich genialny plan, a ta usłyszawszy kilka słów zaczęła chichotać. Oczywiście zgodziła się pomóc im się zemścić, no bo jakże mogłaby nie pomóc, kiedy tak ładnie ją proszono.
- Masz do wyboru, albo dostaniesz prętem po tyłku, albo zaśpiewać przy całej szkole, serenadę do Taeyeon – powiedział zadowolony Junsu. Cała szkoła wiedziała, że jeśli jakiś plan ułożył Choi na pewno będzie zabawnie. Często pomysły chłopaka miały na celu rozbawienia pojedynczych jednostek, niekiedy tylko całej grupy.
- Do nie-e-e-ej? – spytał z niedowierzaniem Siwon. Przecież oni doskonale wiedzieli, że ta dziewczyna ma jakiegoś bzika na jego punkcie, jeśli on to zaśpiewa to ona wżyciu nie da mu już spokoju. Wybieram ten metalowy pręt, poboli, ale przestanie – dodał po chwili niepewnie. Przez ten cały strach nie wpadło mu do głowy, że oni mogą sobie z niego żartować, przecież wyglądali tak przekonująco.
- Yuri masz ten kij? – spytał Hyesung. Dziewczyna zniknęła na chwilę, pojawiwszy się po trzech minutach z długim, srebrnym przedmiotem. Podała go Junsu, puszczając mu przy tym tak zwane oczko. Przerażony blondyn i tego nie zauważył.
- Cieszę się, że tę właśnie wybrałeś opcję. Mam nadzieje, ze nie będzie mocno boleć – odparł cicho, maskując chichot kaszlnięciem. Zamachnął się i uderzył blondyna, ten przymknął oczy i jęknął.
Trójka przyjaciół stała obok siebie i śmiała się głośno. Siwon zdziwiony ich reakcją i tym, że nic go nie boli otworzył oczy. Pręt, który trzymał jeszcze chwilę temu Junsu był przełamany i w środku pusty. Blondyn spojrzał to na Choi’a, to na Hyesung ze zdziwieniem. Po chwili zrozumiał, że przyjaciele sobie z niego żartują.
-Jak mogliście, jeszcze was chłopaki rozumiem, ale ty Yuri?! – krzyknął wpatrując się w nich wściekle. Tamci widząc reakcję Siwona przestali się śmiać, wpatrywali się w niego z takim samym zdziwieniem jakim on patrzył na nich, jeszcze chwilę temu. No bo jak to? On miał się śmiać z nimi, a nie patrzyć na nich tymi swoimi brązowymi tęczówkami.
- Żałujcie, że nie widzicie swoich min – odparł, śmiejąc się przy tym głośno. On też postanowił pośmiać się z nich, kto by pomyślał, że pójdzie mu tak łatwo.
- To jest właśnie ten Siwon, którego znam i z którym się przyjaźnie – odparł Choi. Nie wiadomo, czy ktoś usłyszał jego słowa bowiem najprawdopodobniej zagłuszyły je wesoły śmiech pozostałej trójki.
Wtem w ich stronę poczęła iść nauczycielka historii, której mina nie świadczyła o tym, że cieszy się na spotkanie z nimi. Zazwyczaj kobieta nie opuszczała podczas lekcji klasy, chyba że coś przeszkadzało w jej prowadzeniu…
- Co tu się dzieje? To, że macie godzinę wolnego nie znaczy, że możecie tak strasznie hałasować. Już mi stąd! – krzyknęła i spojrzała na nich chłodno. Chcąc, czy nie chcąc musieli zniknąć, jednocześnie umawiając się na wspólne wyjście do kina.
- Pani profesor niech się pani nie złości. Bo co by to było gdyby nas zabrakło? – spytał Siwon na odchodne, nie czekał na odpowiedź, bo i tak wiedział, że jej nie otrzyma. Junsu niekiedy zastanawiał się, czy blondyn mógł coś wiedzieć o wydarzeniach, które miały miejsce kilka miesięcy później, jednak zawsze dochodził do wniosku, że to był tylko przypadek…

***
Kilka miesięcy po tych wydarzeniach nastąpiła katastrofa. Choi wraz z przyjaciółmi postanowił wybrać się na wycieczkę do Seoulu. Mieli zabawić tam cztery dni i wrócić, niestety tak się nie stało. Zamiast zwiedzania i zabawy do rana musieli zmagać się z nieznanymi potworami, które niekiedy przychodziły w miejsca bardziej zaludnione. Wysepka z pomocą ludzi dzielnie znosiła ataki fal i nieznanych istot, które zabrały ze sobą kilkudziesięciu ludzi.
Póki telewizja odbierała słychać było o coraz to nowszych zatopieniach, czy zaginięciach często bardzo ważnych ludzi. Junsu kiedy tylko słyszał nazwę swojego miasta modlił się aby nie padły imiona jego rodziców bądź brata. Przykra wiadomość dotarła do niego po trzech dniach, ktoś z miasta zgłosił zaginięcie jego rodziny. Chłopak doskonale wiedział co to znaczyło, zostali zaatakowani przez potwory i zmutowane zwierzęta lub zatopieni przez fale morskie.
Po tygodniowym przedłużeniu wycieczki, ludzie zaczęli zapadać w różne nieznane dotychczas choroby. Mieszkańcy wyspy zamiast im pomóc wyrzucali ich na ulice, bali się że i ich może spotkać podobny los. Wraz z przyjaciółmi Choi starał się pomóc tym ludziom, ale co może zrobić czwórka siedemnastolatków?
Podczas jednej z wypraw w poszukiwaniu chorych, towarzyszyło chłopakowi uczucie, że wydarzy się coś strasznego. Gdyby tylko posłuchał intuicji i został, wszystko mogłoby skończyć się całkowicie inaczej.
Spacerowali po jednej z pustych uliczek, kiedy nagle ktoś złapał go od tyłu i przyłożył mu coś do ust. Przed oczami zaczęło mu ciemnieć, jedyne co zdążył dostrzec to trójka przyjaciół, którym również przyłożono coś do twarzy.

***
Każdy przynajmniej na filmie miał okazję zobaczyć salę, w której przeprowadza się operację. Nieduże pomieszczenie, na środku stoi stół szpitalne, które jest najbardziej oświetlana. Z każdej strony stoi lekarz, który ma zakrytą twarz i biały strój. To miejsce wyglądało podobnie, różniło się łóżkiem, które wcale na wygodne nie wyglądało. Przymocowane do niego były skórzane pasy, który miały uniemożliwić poruszanie nóg i ramion. Na takim też stole leżał Junsu zaraz po ocknięciu się.
- Gdzie ja jestem? – spytał wpatrując się w „lekarzy”, którzy stali najbliżej niego. Ci nie mieli najwyraźniej ochoty na jakiekolwiek rozmowy bowiem kiedy tylko zobaczyli, że się obudził wzięli się do roboty. Podzielili się jego „ciałem” i zaczęli swoje badania. Junsu widząc, że cos się szykuje zaczął się wyrywać, ale był za słaby. Z wyraźną paniką patrzył na pierwszego mężczyznę, który nie reagował na jego spojrzenie chociaż je widział.
- Przykro mi – odparł chłodno i skinął na towarzyszy. Ci najwyraźniej zaciekawieni kolejnymi poleceniami stali i wpatrywali się w ich najprawdopodobniej „szefa”. Ten wyciągnął z kieszeni jakąś małą fiolkę, którą podał jednemu z „lekarzy”. Ten wlał ją do strzykawki i skinął głową na znak gotowości.
- Rozpoczynamy badania. Pacjent numer 026, wczasowicz – powiedział Szef i wskazał miejsce, w którym jego podwładny miał wbić igłę strzykawki. Po mimo to, że mężczyzna zrobił to nad wyraz powoli nie znaczyło to, ze wcale go to nie bolało. Substancja, która się w niej znajdowała bardzo szybko rozchodziła się po jego ciele. Sprawiała, że ból rozprowadzany był od środka, chłopak jęczał, starał się nie pokazywać jaki sprawiono mu ból. Kiedy Choi dostrzegł w dłoni Szefa skalpel wiedział, że na pewno nie trafił do żadnego szpitala i instynkt podpowiadał mu, że szybko stąd nie odejdzie.
Skalpel dotknął jego bladej skóry, kolejna dawka bólu przeszyła jego ciało. Krzyknął głośno, jednak tamtym ludziom to nie przeszkadzało. Wydawać się można, że jego jęki krzyki były dla nich swojego rodzaju muzyką. Do Szefa dołączyli jego podwładni, kroili go, a on pod napływem bólu po prostu zemdlał.
Obudził się po kilkunastu godzinach. Ból wcale nie zniknął, odczuwał go za każdym choćby najmniejszym ruchem, czy to ręki, czy nogi. Oddychanie też na początku sprawiało mu kłopot, musiał przyzwyczaić się do bólu inaczej nie wytrzymałby. Rozejrzał się po pokoju. Był calusieńki biały, białe łóżko, biała szafka, białe drzwi. Wielka szyba, która znajdowała się po prawej stronie zapewne była podobna do tych policyjnych. Oni go widzieli, on nie miał takiej przyjemności i może lepiej. Wstał, nie przewidział tylko tego, że jego rany nie miały czasu się zagoić i zaczęły krwawic. Pomieszczenie zaczęło „pachnąć” krwią. Wtem usłyszał zgrzyt otwierającego się zamku od drzwi. Spojrzał w tamtą stronę, w drzwiach stała kobieta w białym fartuchu i masce na twarzy, trzymała tackę z jedzeniem dla niego. Podeszła aż do łóżka i tam odłożyła tacę. Spojrzała na niego przelotnie, chłopakowi wydawało się, ze w jej oczach dostrzegł współczucie. Kobieta nie miała zamiaru zostawać u niego za długo. Wyszła i kiedy ponownie otworzyła drzwi, Junsu usłyszał krzyki, tak podobne do swoich własnych. Czyli nie był sam, te potwory nie tylko jego więziły. Wziął kawałek chleba i popił wodą, to właśnie dano mu jako posiłek. Ponownie nie posłuchał instynktu, który podpowiadał mu, żeby lepiej tego nie ruszał. Zjadł, a zaraz po tym poczuł, że coś wypala go od środka, w głowie zaczęło mu się kręcić. Ponownie zemdlał.

***
Dwa miesiące, tyle a może i więcej czasu minęło od czasu, kiedy trafił w to miejsce. Po tygodniu zapamiętał sylwetki swoich „katów” i zaczął ich nazywać. Mężczyzna, który nazwał go pacjentem numer 025 został okrzyknięty przez Choi’a Wujaszkiem Szatanem, kobieta, która przyniosła mu posiłek Panią Trucizną, przez te kilkanaście dni poznał jeszcze Skalpela, Mistrza Bólu i Panią Miłosierną. To właśnie ta piątka w szczególności zajmowała się Junsu i pilnowała aby nie poczuł się lepiej.

***
Kolejny dzień, chłopak spędził tu ponad pół roku. Chyba mógł się już poszczycić tak długim wytrzymaniem bólu, jeśli dobrze usłyszał rozmowę Wujaszka Szatana i Skalpela, tylko nielicznym udało przeżyć aż tak długo.
Dzień zapowiadał się zwyczajnie, zaraz miał otrzymać swoje „smaczne” śniadanie, a po trzech godzinach iść na stół. Mijała minuta za minutą, a nigdzie nie było Pani Trucizny, która to zwykła przynosić mu posiłki. Wtem usłyszał otwieranie się drzwi, jednak nikt nie wchodził. Zdziwiony Junsu postanowił zbadać sprawę i dźwignął się z łóżka. Do bólu zaczął się przyzwyczajać, na jego szczęście wczorajsza seria prowadzona była przez Panią Miłosierną i trwała zaledwie półtorej godziny. Jego kości i mięśnie była „wypoczęte” i gotowe –jeśli będzie okazja – do ucieczki. Wychylił głowę i rozejrzał się. Dostrzegł, że nie tylko jego celę otworzono postanowił wyjść na korytarz i dowiedzieć się co też się dzieje. Nie tylko on najwyraźniej wpadł na taki pomysł i już po kilku sekundach obok niego stała kilkunastoosobowa grupa młodzieży ubrana w identyczne białe – takie niegdyś maiły kolor – szaty.
- Naukowcy uciekają, jesteśmy wolni! – wykrzyknęła jakaś dziewczyna. Chłoapk patrzył na nią zdezorientowany, wolni? Tyle miesięcy o tym marzył, jednak nie sadził, że może kiedyś tak się stanie.
Większość zgromadzonych zaczęła uciekać jak najdalej stąd. Junsu nie należał do tamtej grupy osób, otóż wydawało mu się, że dostrzegł swoich szkolnych przyjaciół. Podszedł bliżej w ich kierunku i, kiedy Yuri objęła go mocno zrozumiał, że oni też musieli znosić te okropności.
- Siwon, Hyesung, Yuri, dacie radę uciekać? Musi jak najszybciej stąd zniknąć – powiedział ciągle niedowierzając w swoje szczęście. Nie był sam, jego przyjaciele ciągle żyli. Kiedy tamci skinęli głowami na znak zgody szybko opuścili budynek, obiecując sobie jednocześnie że nigdy więcej tutaj nie trafią.
Wędrowali razem, jak za szkolnych czasów. Nie byli jednak tak skorzy do rozmowy i żartów jak niegdyś. Nikt z nich nie potrafił wyjaśnić postępowania naukowców, przecież oni mieli zaledwie siedemnaście lat, czemu ich to spotkało?
Już na początku swojej wyprawy zauważyli, że nie potrafią już spać, nie było im to potrzebne. Wystarczały im dwie godziny spoczynku i mogli ruszać dalej. Dopiero po trzech dniach mieli okazję spotkania potwora na swojej drodze. Miał trzy metry wysokości, był groźny i najwyraźniej wściekły. Spoglądał na nich jakby nie mógł zadecydować kogo najpierw zaatakuje. Wybrał Hyesunga, który ku wielkiemu zdziwieniu odskoczył, kiedy bestia zaatakowała go łapą. Postanowił spróbować ponownie tym razem atakując Yuri. Dziewczyna zwinnie go wyminęła, w tym samym czasie Siwon kopnął bestię w brzuch, a Junsu wraz z Hyesungiem zaatakowali go od tyłu. Pierwszy potwór poległ w starciu z nimi. Po tej walce w głowach czwórki przyjaciół pojawiło się mnóstwo pytań. Co też ci cholerni naukowcy z nimi zrobili.
Od tamtego czasu zaczęli sprawdzać co też potrafią. Okazało się, że te wszystkie płyny, które były im wstrzykiwane zwiększyły ich zwinność, siłę i wyostrzyły zmysły.
Podczas kolejnej z rzędu bitwy wydarzyło się coś jeszcze bardziej nieoczekiwanego, otóż okazało się, że posiadają pewną unikatową zdolność. Walka z jedną bestią była dla nich błahostką, jednak kiedy dochodziły trzy, cztery mieli już problemy. Nie wychodzili już bez szwanku z takiej eskapady.
Noc, mówi się że wówczas wszystkie potwory wychodzą z ukrycia. Zgadza się, to nie są tylko słowa, które mówi się małym dzieciom aby poszły spać, to czysta prawda. Na własnej skórze przekonała się o tym czwórka przyjaciół.
Mieli właśnie chwilę odpoczynku, kiedy z dwóch stron zaatakowały olbrzymie potwory. Kiedy jedna z bestii rzuciła się na Yuri, Hyesung popchnął ją i sam oberwał. Złość, która opanowała umysły Siwona i Junsu skumulowała się w ich dłoniach. Nagle rozbłysło światło i niewielka kula poleciała w stronę jednego z wrogów. To Choi użył swoich mocy. Przez chwilę wpatrywał się w swoje dłonie, jednak już po chwili wrócił do walki. Kolejną osobą, która uaktywniała swoją moc był Siwon, zaatakował potwora malutkimi, bardzo ostrymi kryształkami lodu. Z pomocą nowoodkrytych zdolności udało im się pokonać bestie.

***
- Ja mam lepsze moce – zaczął przechwalać się Siwon. Podróżowali już ponad miesiąc, powoli wracały im humory, coraz częściej można było spotkać ich żartujących. Walkę z potworami traktowali jak rozrywkę i niekiedy cieszyli się ze spotkania z wrogiem. Wszyscy odkryli już swoje ukryte „talenty” i zaczęli je doskonalić. Yuri posiadała dar szybszego gojenia ich ran. Odkryła go po kolejnej bitwie, w której ucierpieli wszyscy jej koledzy. Była to jedna z najcięższych nocy jaką mieli okazję spędzić. Hyesung doskonale radził sobie z ogniem, potrafił wytworzyć niewielkie kule, które potrafiły bardzo zranić przeciwników.
Wszyscy zdążyli przyzwyczaić się już do przechwałek Siwona, który powoli zaczynał myśleć, ze jest super bohaterem. Często był to temat ich żartów, chłopak patrzył na nich pobłażliwie i tłumaczył im jak dzieciom, że są za młodzi, żeby to zrozumieć. Czemu wcześniej nie dostrzegli w jego oczach tych dziwnych błysków, czemu nie zauważyli niecodziennego zachowania przyjaciela? Może gdyby poświęcali więcej uwagi ta katastrofa by się nie wydarzyła.
Mijały kolejne dni, zbliżali się do miasta. Zostało im góra pięć dni. Podczas dwugodzinnego odpoczynku zostali zaatakowani, jednak tym razem nie prze bestie, to byli naukowcy. Musieli nie zacierać śladów, no bo jakie jest inne wyjaśnienie? Nikt by nie zdradził, nie mógłby… Niestety nawet wśród przyjaciół może być zdrajca. Siwon powiadomił naukowców o ich miejscu pobytu, załatwiając sobie nietykalność.
Kiedy Hyesung i Yuri rozmawiali w najlepsze, Siwon gdzieś znikł, Junsu postanowił wybrać się na mały spacerek, może przynieść trochę chrustu na rozpałkę. Sam do końca nie pamięta. Nie było go półtorej godziny, sprawdził okolicę, czy nigdzie nie ma przez przypadek wrogów. Kiedy pojawił się w obozowisko dostrzegł mnóstwo krwi, ciał naukowców, bestii i jego przyjaciół. Wszyscy poza ledwo żywym Siwonem zginęli. Choi podbiegł do przyjaciela, chciał mu pomóc, ten jednak kazał mu siedzieć cicho i słuchać. Opowiedział mu o tym co miało miejsce, powiedział że to on sprowadził naukowców, ale żałował tego. Kiedy opowiadał o tym wszystkim płakał i błagał o przebaczenie. Junsu był wściekły i załamany. Jego najlepszy przyjaciel zdradził i to dlaczego? Aby dostać pieniądze i schronienie, przecież tyle razem przeżyli.
Siwon kilka minut po ich rozmowie zasnął i już się nie obudził. Najprawdopodobniej jego organizm stracił zbyt dużo krwi. Choi mu nie wybaczył. Na wzgląd na poległych przyjaciół nie mógł. Przymknął oczy i zaczął płakać.

***
Po kilku dniach znalazł go mieszkaniec Jeju i przygarnął do siebie. Próbował dowiedzieć się od chłopaka co też takiego się stało i jakim cudem udało mu się przeżyć, jednak ten nic nie chciał mówić. Za bardzo go to bolało.
- Zdradź chociaż jak masz na imię – powiedział błagalnie mężczyzna. Bardzo chciał pomóc chłopakowi, tak bardzo przypominał mu jego własnego syna, który zginął z rąk bestii.
- Huink, mów mi Huink – powiedział cicho wpatrując się przed siebie. Skąd tez pomysł na takie dziwaczne imię? Kiedyś czytał pewną książkę, w której bohater miał tak na imię. Dostał ją na dziesiąte urodziny od rodziców. Była to pierwsza gruba książka jaką miał okazję przeczytać.
Mężczyzna był na tyle dobry, że więcej już o nic go nie pytał. Huink starał się za to pomagać gospodarzowi i umilać mu czas jednocześnie starając się zapomnieć wyglądu zmasakrowanych ciał przyjaciół.
Od tamtego wydarzenia minęło sześćdziesiąt lat, chłopak wielokrotnie zmieniał miejsce zamieszkania, pozorował własną śmierć. Z wyglądu nie zmienił ani trochę, charakter jednak ucierpiał.
Najlepiej czuł się na Jeju, tam właśnie spotkał jednego z nielicznych ludzi, z którymi potrafił szczerze się śmiać. Kilak lat na tamtej wyspie naprawdę mu pomogły. Coraz rzadziej myślał o wydarzeniach sprzed kilku lat. Postanowił skupić się na sowim nowym celu, zostaniu Zaklinaczem Bestii. Z tego właśnie powodu rozpoczął naukę w Reeves, starając wtopić się w tłum i dość miło spędzić najbliższych kilak lat.



avatar
Huink
Uczeń

Liczba postów : 2
Join date : 14/05/2012
Pochodzenie : Jeju

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Huink - Junsu Choi

Pisanie by Ranthir on Pon Cze 04, 2012 11:11 am

Ograniczenia do tworzenia maści takie same jak dostała reszta. Możesz mieć przy sobie max. 3 mikstury/maści. Sam wybierasz czy będą miały takie samo działanie, czy też różne i zapisujesz je w podpisie. Ale jeśli wymyślasz coś co ma jakieś nowe właściwości ustalasz to jednorazowo ze mną czy Ranthirem, i wpisujesz je np. na pierwszej stronie w swoim domu czy coś i tam je uzupełniasz, jak ci się skończą.

Akceptuję oczywiście.

_________________
Parę informacji fabularnych dotyczących Ranthira:
ð Jego włosy nie zawsze były niebieskie. Podobnie jak jego krew, przyjęły ten kolor dopiero po wielu eksperymentach, które na nim przeprowadzono.
ð Gdy używa swojej mocy jego włosy bieleją, a tęczówki przybierają czerwoną barwę. Pod prawym okiem rysuje mu się coś na kształt starożytnej runy również połyskującej czerwienią.
ð W przeszłości trzykrotnie podjęto próbę zabicia go, z czego dwa razy sprawcami byli mieszkańcy Jeju biorący go za wampira.

Zarezerwowane Obrazki:
ø ø
avatar
Ranthir
Przewodniczący Samorządu
Zbiegły Eksperyment

Liczba postów : 100
Join date : 10/05/2012
Pochodzenie : Donghae.

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 :: START :: Podania

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach